15 stycznia 2007...
Kolejny dzień w Yliviesce... Poniedziałek - dobrze że mamy wolne, to nie trzeba iść na zajęcia, bo na Uczelnię dzisiaj trzeba tak czy inaczej - jedzenie i internet - dwie rzeczy bez których albo się nie da żyć, albo życie jest bardzo utrudnione... Dzisiaj wielki dzień - dostajemy dostęp do neta na akademiku... wielkie święto... Feta na całego... i o to chodzi, żeby być podpiętym - jutro wymyślimy jak kraść internet, a jak wymyślimy, to wdrożymy to w życie:P - Polacy... ;)
Sam dzień minął bez większych komplikacji - zakupy, jedzenie, chwila z książką... normalne życie...
w sumie był to nudny dzień... ;)
ale wieczór... ta wieczór to było coś... o 1930 zaczęliśmy zajęcia z fińskiego... i było ... yyyyy ... interesująco... i zaskakująco :P
Po pierwsze: nie polecam nauki fińskiego w sposób taki, że przychodzi Pani i mówi po fińsku, a Ty nie wiesz o co chodzi... chociaż jedna osoba musi tłumaczyć to na angielski, bo inaczej to średnio...
Druga sprawa: podobno gramatyka i mowa to dwie różne sprawy i można się uczyć jednego nie znając drugiego - wolę tego nie sprawdzać...
W sumie lekcja była ciekawa, chociaż tempo miejscami powalająco szybkie... plus nie bardzo łapaliśmy co jest czym... trzeba było się domyślać... ale efekt jakiś jest - Minä olen Lukasz. Kuka sinä olet? - i wszystko jasne:P
Późny wieczór - różnie... dziewczyny oglądały film, k0r3k spał, a ja enjoyowałem internet...:P
A rano zaczął się dzień kolejny...
Tuesday, January 16, 2007
Monday, January 15, 2007
Dzień siódmy...
14 stycznia 2007...
Heh... poranne wstawanie było ciężkie, ale trud miał się opłacić, bo dzisiaj jest dzień, kiedy korzystając z zaproszenia Stefana udajemy się do Aqua Parku do Kalajoki... Szykuje się całkiem przyjemny dzień...
Godzina 1000 wszyscy zwarci i gotowi czekaliśmy na auta, które miały nas zabrać do Kalajoki... przyjechały ok 1045 co odbiło się troszeczkę na naszym zdrowiu psychicznym ;)
Jednak po blisko godzinnej przejażdżce dotarliśmy do Aqua Parku:D
I tutaj impreza się zaczęła... baseny, jacuzi, bicze wodne, łaźnie, sauny, zjeżdżalnie... a wszystko to do naszej dyspozycji...
Pobyt tutaj trwał ok 4 godzin i dał nam nieźle w kość (oczywiście pozytywnie... takie przyjemne zmęczenie). Największą popularnością cieszyła się zjeżdżalnia (ja i k0r3k - zjeżdżanie z dużą prędkością opanowaliśmy niemal do perfekcji) oraz jacuzi (Ela - mogła tam siedzieć duuużo...). Ciekawym doświadczeniem była też kąpiel w basenie, w którym woda miała ok 8 stopni... brrrr... zimno trochę, ale dawało radę :P
Po zakończeniu kąpieli udaliśmy się na wybrzeże... zobaczyć morze... no i widzieliśmy - w sumie całkiem ładne widoczki, tylko trochę ciemno ;)
Powrót był równie fascynujący - jeżdżenie na rondzie w koło, zwiedzanie Ylivieski z wnętrza samochód i inne tego typu atrakcje :P
Teraz jest 2035 i już jesteśmy po obiadku - który nawet gotowałem ja (jeszcze wszyscy żyją:P). Dzisiaj pewnie pójdziemy wcześniej spać - jesteśmy wyczerpani po basenie... :P
Teraz już wiem, że marzenia o wczesnym chodzeniu spać zostaną dalej marzeniami...
Wieczór się potoczył dosyć szybko i oczywiście skończył się o nieprzyzwoitej porze (ok 0300).
Najpierw z k0rkiem dokonaliśmy przeglądu filmów na wszystkich dyskach jakimi dysponujemy - jest ich 3:P Kolejna sprawa, to oglądnięcie ciekawszych animacji, które znaleźliśmy - ale to był dopiero początek...
Później nasza kuchnia przerodziła się w jaskinię hazardu i w stanie tym trwała do końca wieczoru....:P
Zaczęliśmy od gry w kości... szybka rozgrywka w wyścig... następnie zaproponowaliśmy grę w pokera... oczywiście dziewczyny zareagowały na nią bardzo entuzjastycznie... no i się zaczęło...
Za żetony służyły nam zapałki, kości i długopisy... dzisiaj będziemy mieć na pewno więcej zapałek, bo wczoraj graliśmy jednym pudełkiem :P
Zaczęliśmy od Texas Holdem... dosyć interesująca wersja pokera, z wielokrotną licytacją... czyli bardzo emocjonująca... oczywiście musiałem przegrać ja... w sensie, że jako pierwszy się spłukałem... (no ale - "Kto nie ryzykuje, ten nie ma dzieci" - a ja mam jeszcze pecha, więc "kasa "bardzo szybko uciekała..., jest jeszcze jedno porzekadło, które się nie sprawdza... "Kto ma szczęście w miłości - ten nie ma w kartach":P) Wygrała Kasia - zebrała najwięcej długopisów, kostek i zapałek (czyt. wszystkie długopisy, kostki i zapałki...):P
Później padła propozycja rozegrania partyjki klasycznego pokera (takiego z dwoma licytacjami) - oczywiście mi kasa najszybciej znikała... ale to standard, zdążyłem się przyzwyczaić:P
W ten sposób kolejny raz się nie wyspaliśmy...
Heh... poranne wstawanie było ciężkie, ale trud miał się opłacić, bo dzisiaj jest dzień, kiedy korzystając z zaproszenia Stefana udajemy się do Aqua Parku do Kalajoki... Szykuje się całkiem przyjemny dzień...
Godzina 1000 wszyscy zwarci i gotowi czekaliśmy na auta, które miały nas zabrać do Kalajoki... przyjechały ok 1045 co odbiło się troszeczkę na naszym zdrowiu psychicznym ;)
Jednak po blisko godzinnej przejażdżce dotarliśmy do Aqua Parku:D
I tutaj impreza się zaczęła... baseny, jacuzi, bicze wodne, łaźnie, sauny, zjeżdżalnie... a wszystko to do naszej dyspozycji...
Pobyt tutaj trwał ok 4 godzin i dał nam nieźle w kość (oczywiście pozytywnie... takie przyjemne zmęczenie). Największą popularnością cieszyła się zjeżdżalnia (ja i k0r3k - zjeżdżanie z dużą prędkością opanowaliśmy niemal do perfekcji) oraz jacuzi (Ela - mogła tam siedzieć duuużo...). Ciekawym doświadczeniem była też kąpiel w basenie, w którym woda miała ok 8 stopni... brrrr... zimno trochę, ale dawało radę :P
Po zakończeniu kąpieli udaliśmy się na wybrzeże... zobaczyć morze... no i widzieliśmy - w sumie całkiem ładne widoczki, tylko trochę ciemno ;)
Powrót był równie fascynujący - jeżdżenie na rondzie w koło, zwiedzanie Ylivieski z wnętrza samochód i inne tego typu atrakcje :P
Teraz jest 2035 i już jesteśmy po obiadku - który nawet gotowałem ja (jeszcze wszyscy żyją:P). Dzisiaj pewnie pójdziemy wcześniej spać - jesteśmy wyczerpani po basenie... :P
Teraz już wiem, że marzenia o wczesnym chodzeniu spać zostaną dalej marzeniami...
Wieczór się potoczył dosyć szybko i oczywiście skończył się o nieprzyzwoitej porze (ok 0300).
Najpierw z k0rkiem dokonaliśmy przeglądu filmów na wszystkich dyskach jakimi dysponujemy - jest ich 3:P Kolejna sprawa, to oglądnięcie ciekawszych animacji, które znaleźliśmy - ale to był dopiero początek...
Później nasza kuchnia przerodziła się w jaskinię hazardu i w stanie tym trwała do końca wieczoru....:P
Zaczęliśmy od gry w kości... szybka rozgrywka w wyścig... następnie zaproponowaliśmy grę w pokera... oczywiście dziewczyny zareagowały na nią bardzo entuzjastycznie... no i się zaczęło...
Za żetony służyły nam zapałki, kości i długopisy... dzisiaj będziemy mieć na pewno więcej zapałek, bo wczoraj graliśmy jednym pudełkiem :P
Zaczęliśmy od Texas Holdem... dosyć interesująca wersja pokera, z wielokrotną licytacją... czyli bardzo emocjonująca... oczywiście musiałem przegrać ja... w sensie, że jako pierwszy się spłukałem... (no ale - "Kto nie ryzykuje, ten nie ma dzieci" - a ja mam jeszcze pecha, więc "kasa "bardzo szybko uciekała..., jest jeszcze jedno porzekadło, które się nie sprawdza... "Kto ma szczęście w miłości - ten nie ma w kartach":P) Wygrała Kasia - zebrała najwięcej długopisów, kostek i zapałek (czyt. wszystkie długopisy, kostki i zapałki...):P
Później padła propozycja rozegrania partyjki klasycznego pokera (takiego z dwoma licytacjami) - oczywiście mi kasa najszybciej znikała... ale to standard, zdążyłem się przyzwyczaić:P
W ten sposób kolejny raz się nie wyspaliśmy...
Saturday, January 13, 2007
Dzień szósty...
13 stycznia 2007...
Dzień szósty naszego pobytu w Yliviesce zaczął się jak każdy inny - od trudnej operacji, jaką było podniesienie się z łóżka... wiem - może się to wydać dziwne, jednak śpimy tutaj (w moim odczuciu) dużo więcej... No więc wstaliśmy ok. 1030 - nie za wcześnie, ale idealnie aby nie jeść śniadania i pójść na śniadanio-obiad na uczelnię (dzisiaj posiłki wydają tylko do 1200, w innym wypadku byśmy się tak wcześnie pewnie nie podnieśli):P Dzisiaj niestety trawy (czyt. sałatki) już nie było i trzeba było się zadowolić arbuzem i pomarańczami, oraz super zapiekanką z makaronu z mięsem i serem i czymś tam jeszcze (wolę nie wiedzieć czym) - naprawdę dobry obiad, gorąco polecam.
Obiad się skończył i zaczęło się karmienie.... nałogu.... i tak właśnie do tej pory (a jest już 1547) z k0rkiem siedzimy i się karmimy... w między czasie robiąc za HelpDesk, za ściągaczy simlock'ów i wogóle jesteśmy uczynni... :P
Plan na dzisiaj:
Jeśli chodzi o Stefana, to poza zajęciami jest całkiem miły. Na jutro zaproponował nam wypad do aqua parku, co nam bardzo pasuje... - relacja będzie w poniedziałek :)
Aha i byłbym zapomniał - dzisiaj planujemy małe łomowanie i może nawet trochę jakiegoś konstruktywnego podejścia do życia ;) - ale co z tego wyjdzie?
O tym w następnym odcinku (dopiero w poniedziałek, bo w niedzielę uczelnia jest zamknięta:P )
Pierwsze o czym muszę wspomnieć, pisząc dodatek do dnia szóstego, jest to, że z uczelni znowu nas wygoniono - wygasili nam wszystkie światła, co było dla nas oznaką zamykania uczelnianego kramu na dzień dzisiejszy.
Oczywiście jak wychodziliśmy to poczęstowaliśmy się jeszcze pysznymi sucharkami, przez które to bym tragicznie zakończył swój żywot, bo k0r3k musiał mnie rozśmieszać w czasie jedzenia :P
Oczywiście trzymaliśmy się planu - zaczęliśmy od zakupów, czego wynikiem jest to, że już dysponujemy (jednym, bo po co nam więcej) numerem fińskiej sieci komórkowej :)
Po dotarciu na akademik podjęliśmy decyzję o wygrzaniu się w saunie... no i w końcu uczciwie nagrzana sauna się trafiła... nie to co w czwartek... wygrzaliśmy się porządnie :)
Po powrocie, okazało się że mamy jeszcze dużo czasu na łomowanie, więc skorzystaliśmy z nadarzającej się okazji.
Oczywiście w Half Life'a graliśmy po sieci... wspaniale skonfigurowanej... jedyna rzecz o której zapomnieliśmy (drobny raptem szczegół) to było spięcie komputerów w tą sieć po której graliśmy... ale w końcu daliśmy radę... i wynik był oczywisty - k0r3k znowu mnie wielokrotnie złomował na śmierć... :P
Później wieczór potoczył się bardzo szybko - zaczęliśmy od imprezy w akademiku obok (takie before party:P), gdzie spotkaliśmy znajomego Fina (którego imienia nie znam:P), który to był w Polsce w zeszłym roku...
Od słowa do słowa no i wyciągnięto nas niemalże siłą na miasto... do dyskoteki o nazwie Mustaleski (Czarna Wdowa)... i tutaj stało się coś niespodziewanego... mianowicie zostałem namówiony (przez Elę) do tańczenia - rzecz niebywała i powodująca, że przestałem wierzyć w moją szczątkową asertywność :P
Ale w sumie jestem zadowolony - była okazja, żebym się poruszał, bo tutaj wiodę strasznie zasiedziałe życie;)
W efekcie poszliśmy spać dosyć późno, a rano szykowała się wyprawa na basen...
Dzień szósty naszego pobytu w Yliviesce zaczął się jak każdy inny - od trudnej operacji, jaką było podniesienie się z łóżka... wiem - może się to wydać dziwne, jednak śpimy tutaj (w moim odczuciu) dużo więcej... No więc wstaliśmy ok. 1030 - nie za wcześnie, ale idealnie aby nie jeść śniadania i pójść na śniadanio-obiad na uczelnię (dzisiaj posiłki wydają tylko do 1200, w innym wypadku byśmy się tak wcześnie pewnie nie podnieśli):P Dzisiaj niestety trawy (czyt. sałatki) już nie było i trzeba było się zadowolić arbuzem i pomarańczami, oraz super zapiekanką z makaronu z mięsem i serem i czymś tam jeszcze (wolę nie wiedzieć czym) - naprawdę dobry obiad, gorąco polecam.
Obiad się skończył i zaczęło się karmienie.... nałogu.... i tak właśnie do tej pory (a jest już 1547) z k0rkiem siedzimy i się karmimy... w między czasie robiąc za HelpDesk, za ściągaczy simlock'ów i wogóle jesteśmy uczynni... :P
Plan na dzisiaj:
- zakupy;
- kolacyjka;
- sauna;
- wycieczka do Poznania (koleżanki i koledzy z Poznania zaprosili nas dzisiaj do siebie na małe party...:P dzięki im Boże za to).
Jeśli chodzi o Stefana, to poza zajęciami jest całkiem miły. Na jutro zaproponował nam wypad do aqua parku, co nam bardzo pasuje... - relacja będzie w poniedziałek :)
Aha i byłbym zapomniał - dzisiaj planujemy małe łomowanie i może nawet trochę jakiegoś konstruktywnego podejścia do życia ;) - ale co z tego wyjdzie?
O tym w następnym odcinku (dopiero w poniedziałek, bo w niedzielę uczelnia jest zamknięta:P )
Pierwsze o czym muszę wspomnieć, pisząc dodatek do dnia szóstego, jest to, że z uczelni znowu nas wygoniono - wygasili nam wszystkie światła, co było dla nas oznaką zamykania uczelnianego kramu na dzień dzisiejszy.
Oczywiście jak wychodziliśmy to poczęstowaliśmy się jeszcze pysznymi sucharkami, przez które to bym tragicznie zakończył swój żywot, bo k0r3k musiał mnie rozśmieszać w czasie jedzenia :P
Oczywiście trzymaliśmy się planu - zaczęliśmy od zakupów, czego wynikiem jest to, że już dysponujemy (jednym, bo po co nam więcej) numerem fińskiej sieci komórkowej :)
Po dotarciu na akademik podjęliśmy decyzję o wygrzaniu się w saunie... no i w końcu uczciwie nagrzana sauna się trafiła... nie to co w czwartek... wygrzaliśmy się porządnie :)
Po powrocie, okazało się że mamy jeszcze dużo czasu na łomowanie, więc skorzystaliśmy z nadarzającej się okazji.
Oczywiście w Half Life'a graliśmy po sieci... wspaniale skonfigurowanej... jedyna rzecz o której zapomnieliśmy (drobny raptem szczegół) to było spięcie komputerów w tą sieć po której graliśmy... ale w końcu daliśmy radę... i wynik był oczywisty - k0r3k znowu mnie wielokrotnie złomował na śmierć... :P
Później wieczór potoczył się bardzo szybko - zaczęliśmy od imprezy w akademiku obok (takie before party:P), gdzie spotkaliśmy znajomego Fina (którego imienia nie znam:P), który to był w Polsce w zeszłym roku...
Od słowa do słowa no i wyciągnięto nas niemalże siłą na miasto... do dyskoteki o nazwie Mustaleski (Czarna Wdowa)... i tutaj stało się coś niespodziewanego... mianowicie zostałem namówiony (przez Elę) do tańczenia - rzecz niebywała i powodująca, że przestałem wierzyć w moją szczątkową asertywność :P
Ale w sumie jestem zadowolony - była okazja, żebym się poruszał, bo tutaj wiodę strasznie zasiedziałe życie;)
W efekcie poszliśmy spać dosyć późno, a rano szykowała się wyprawa na basen...
//written by bisek
Dzień piąty...
12 stycznia 2007...
Hmmmm kolejny dzień w magicznej wiosce Yliviesce... Dzisiaj mamy dzień wolny od zajęć - co nie oznacza, że nie ma nas na uczelni... Dopóki nie będzie internetu na akademiku, musimy chodzić na COU w celu dokarmiania naszego nałogu... :P
Dokonaliśmy kilku spostrzeżeń... Przede wszystkim tutaj jakoś dziwnie nie chce się człowiekowi wstać z łóżka... mógłby przeleżeć cały dzień... Wynika to chyba z tego, że Słońce wstaje tutaj bardzo późno...
Kolejna sprawa, to zachowanie na drodze... cała wiara* jeździ tutaj bardzo kulturalnie... stoisz przy przejściu dla pieszych, to nie ma siły, żeby się kierowcy nie pozatrzymywali w celu przepuszczenia Cię przez jezdnię... w sumie nawet nie musi to być przy przejściu... byle by było wiadomo, że chcesz się przedostać na drugą stronę...
Spostrzeżenie nr 3: piwo jest cholernie drogie (w knajpach, których jest tutaj niewiele), bagatela 4-5 euro...
Spostrzeżenie nr 4: kupując pizzę dostaje się sałatkę i wodę za darmo:D
Wieczorem poszliśmy na kręgle... było całkiem ok, k0r3k znowu wygrał... czyli bez zmian... ale tutaj kolejne spostrzeżenie: tory są bardzo nawoskowane, kule też - a to daje efekt ślizgania się kul, a nie toczenia, co powoduje, że zachowują się troszkę inaczej (niż w Polsce) ;).
Ale grało się bardzo fajnie :D
Wieczorem standardowo zamiast położyć się spać, siedzieliśmy w kuchni i robiliśmy głupoty... tym razem do głowy przyszło nam lanie wosku (efekt walki z syndromem skandynawskim) oraz wróżenie z kart (okazuje się, że "Ela prawdę Ci powie...").
Spać poszliśmy dopiero ok 0300...
wiara - wielkopolskie określenie na ogół społeczności;
Hmmmm kolejny dzień w magicznej wiosce Yliviesce... Dzisiaj mamy dzień wolny od zajęć - co nie oznacza, że nie ma nas na uczelni... Dopóki nie będzie internetu na akademiku, musimy chodzić na COU w celu dokarmiania naszego nałogu... :P
Dokonaliśmy kilku spostrzeżeń... Przede wszystkim tutaj jakoś dziwnie nie chce się człowiekowi wstać z łóżka... mógłby przeleżeć cały dzień... Wynika to chyba z tego, że Słońce wstaje tutaj bardzo późno...
Kolejna sprawa, to zachowanie na drodze... cała wiara* jeździ tutaj bardzo kulturalnie... stoisz przy przejściu dla pieszych, to nie ma siły, żeby się kierowcy nie pozatrzymywali w celu przepuszczenia Cię przez jezdnię... w sumie nawet nie musi to być przy przejściu... byle by było wiadomo, że chcesz się przedostać na drugą stronę...
Spostrzeżenie nr 3: piwo jest cholernie drogie (w knajpach, których jest tutaj niewiele), bagatela 4-5 euro...
Spostrzeżenie nr 4: kupując pizzę dostaje się sałatkę i wodę za darmo:D
Wieczorem poszliśmy na kręgle... było całkiem ok, k0r3k znowu wygrał... czyli bez zmian... ale tutaj kolejne spostrzeżenie: tory są bardzo nawoskowane, kule też - a to daje efekt ślizgania się kul, a nie toczenia, co powoduje, że zachowują się troszkę inaczej (niż w Polsce) ;).
Ale grało się bardzo fajnie :D
Wieczorem standardowo zamiast położyć się spać, siedzieliśmy w kuchni i robiliśmy głupoty... tym razem do głowy przyszło nam lanie wosku (efekt walki z syndromem skandynawskim) oraz wróżenie z kart (okazuje się, że "Ela prawdę Ci powie...").
Spać poszliśmy dopiero ok 0300...
wiara - wielkopolskie określenie na ogół społeczności;
Friday, January 12, 2007
Dzień czwarty...
11 stycznia 2007...
No więc kolejny dzień naszego pobytu w Yliviesce rozpoczął się standardowo od pobudki :P W sumie to normalna sprawa... tylko jakoś tak tendencyjnie nie chciało mi się wstawać - całe szczęście, że k0r3k czuwał nad tym, abyśmy tym razem się nie spóźnili, przynajmniej na uczelnię.
I się udało... byliśmy nawet parę chwil przed czasem. Jednak człowiek ma priorytety, których nie można zaniedbywać... no więc pierwsze kroki powiodły nas do HelpDesk'u w celu zdobycia karty WiFi do mojego laptopa. No i kolejny sukces tego dnia został odniesiony - kartę mam, internet działa = razem z k0rkiem jesteśmy w szponach nałogu :P
Zajęcia zaczęły się standardowo czyli nudno i od naszego spóźnienia (ze względu na uprzejmość HelpDesk'u). Dzisiaj okazało się, że na zajęciach można wprowadzić troszkę adrenalinki i pobudzić emocjonalnie Stefana... okazało się, że Stefan myśli... jednak niezbyt mu to wychodzi i jeśli coś się nie zgadza z jego karteczką, to jest be i wogóle nie fajne... A my mieliśmy inne zdanie... Ale od początku... Stefan tłumaczył - tak aby wszyscy zrozumieli (a on sam najbardziej) - teorie cen komperatywnych i absolutnych. Oczywiście pokazywał to na przykładzie i się okazało, że wybrał nie najlepszy, bo oczywiście musieliśmy się z nim pokłócić o to czy możliwym jest wyprodukowanie 4 telefonów komórkowych i 11 telewizorów, czy może jednak nie :P Doprowadziliśmy tym PhD do białej gorączki mając przy tym wiele zabawy i radochy...
Wogóle Stefan dzisiaj był uroczy, bo tak jakby nikt nie rozumiał o co mu chodzi:P Najlepsze jest to, że właściwie to on sam tego nie rozumiał, tylko przepisywał z "magicznej" karteczki "super" tabelki i udawał, że wyjaśnia to co rysuje (oczywiście cytując wspomnianą karteczkę:P ).
To by było na tyle o uczelni... oczywiście standardem było zostanie w budynku COP dłużej żeby posiedzieć na necie...
Do domu wróciliśmy dosyć wcześnie, więc był czas aby namierzyć halę sportową - za mała na unihoc'a, oraz zwiedzać saunę - jest ok, tylko słabo grzali :P
Jeśli wogóle o unihoc'a chodzi, to nie bardzo jest jak trenować, ani nie ma z kim, ani gdzie... jutro idziemy na rozpoznanie w centrum sportowym w Yliviesce... może akurat nas przyjmą do drużyny :P
Wieczór był standardowy... mieliśmy pójść spać o "normalnej" porze, ale woleliśmy grać w kości. A później już wogóle... układanie wieżyczki z kości do grania:P
A jutro dzień kolejny... można będzie pospać, bo mamy wolne... ;)
No więc kolejny dzień naszego pobytu w Yliviesce rozpoczął się standardowo od pobudki :P W sumie to normalna sprawa... tylko jakoś tak tendencyjnie nie chciało mi się wstawać - całe szczęście, że k0r3k czuwał nad tym, abyśmy tym razem się nie spóźnili, przynajmniej na uczelnię.
I się udało... byliśmy nawet parę chwil przed czasem. Jednak człowiek ma priorytety, których nie można zaniedbywać... no więc pierwsze kroki powiodły nas do HelpDesk'u w celu zdobycia karty WiFi do mojego laptopa. No i kolejny sukces tego dnia został odniesiony - kartę mam, internet działa = razem z k0rkiem jesteśmy w szponach nałogu :P
Zajęcia zaczęły się standardowo czyli nudno i od naszego spóźnienia (ze względu na uprzejmość HelpDesk'u). Dzisiaj okazało się, że na zajęciach można wprowadzić troszkę adrenalinki i pobudzić emocjonalnie Stefana... okazało się, że Stefan myśli... jednak niezbyt mu to wychodzi i jeśli coś się nie zgadza z jego karteczką, to jest be i wogóle nie fajne... A my mieliśmy inne zdanie... Ale od początku... Stefan tłumaczył - tak aby wszyscy zrozumieli (a on sam najbardziej) - teorie cen komperatywnych i absolutnych. Oczywiście pokazywał to na przykładzie i się okazało, że wybrał nie najlepszy, bo oczywiście musieliśmy się z nim pokłócić o to czy możliwym jest wyprodukowanie 4 telefonów komórkowych i 11 telewizorów, czy może jednak nie :P Doprowadziliśmy tym PhD do białej gorączki mając przy tym wiele zabawy i radochy...
Wogóle Stefan dzisiaj był uroczy, bo tak jakby nikt nie rozumiał o co mu chodzi:P Najlepsze jest to, że właściwie to on sam tego nie rozumiał, tylko przepisywał z "magicznej" karteczki "super" tabelki i udawał, że wyjaśnia to co rysuje (oczywiście cytując wspomnianą karteczkę:P ).
To by było na tyle o uczelni... oczywiście standardem było zostanie w budynku COP dłużej żeby posiedzieć na necie...
Do domu wróciliśmy dosyć wcześnie, więc był czas aby namierzyć halę sportową - za mała na unihoc'a, oraz zwiedzać saunę - jest ok, tylko słabo grzali :P
Jeśli wogóle o unihoc'a chodzi, to nie bardzo jest jak trenować, ani nie ma z kim, ani gdzie... jutro idziemy na rozpoznanie w centrum sportowym w Yliviesce... może akurat nas przyjmą do drużyny :P
Wieczór był standardowy... mieliśmy pójść spać o "normalnej" porze, ale woleliśmy grać w kości. A później już wogóle... układanie wieżyczki z kości do grania:P
A jutro dzień kolejny... można będzie pospać, bo mamy wolne... ;)
Thursday, January 11, 2007
Dzień trzeci...
10 stycznia 2007...
Kolejny dzień się zaczyna... i to jak :P - od zaspania na zajęcia... nie wiem co się dzieje, ale tutaj w Yliviesce strasznie dużo mógłbym spać... ciemno jest o wogóle dziwna sprawa: wstajemy - jest ciemno, idziemy na uczelnię - zaczyna świtać, wracamy z uczelni - już jest ciemno, a jak kładziemy się spać to już wogóle bez komentarza.
No więc jak już pisałem, zaspaliśmy co zaowocowało spóźnieniem się na zajęcia :)
no ale... Stefan się bardziej spóźnił więc jest ok:D
Uczelnia to standardowe nudy... poza jednym... K0r3k dorwał internet i nie mógł się oderwać... zresztą ja też:D - ogólnie bilans pozytywnie... dzięki temu internetowi całemu:)
W sumie internet by nas zabił... umarlibyśmy z głodu bo się zasiedzieliśmy ;)
Później szybka kolacyjka i nowa sprawa... dzięki uprzejmości Borata (dzięki mh :* ) uzyskaliśmy klucz do magicznej rozrywki jaką jest half life :) - zero reakcji na to co się dzieje wokół... o siekanka, półtorej godziny albo nawet dłużej... sam nie wiem, straciłem rachubę :)
A dziewczyny oglądnęły film... też interesujące... :)
W rezultacie korzystania z wszystkich rozrywek jakie mamy dostępne na akademiku, poszliśmy spać ok. 0200 (ja o 0236, ale ja jestem "inny"). A rano trzeba wstać...
Więc oczywiście zapomniałem napisać o wszystkim...
przed wszystkim o zakupach jakich dokonaliśmy z k0rkiem... Jedna wskazówka - jeśli jedziecie za granicę, to polecam zaznajomić się z tym co oferują sklepy (i dowiedzieć się jak jest w ichszym języku np. serek ziarnisty)... No więc chcieliśmy zaszaleć i kupić serek... ze sklepu wyszliśmy z kefirem (chyba bo do końca nie jesteśmy pewni) a wszystko dlatego, że ktoś za opakowaniu narysował listki, które się nam głupio kojarzyły z serkiem :P
Kolejne spostrzeżenie: kanapka z kefirem wcale nie jest zła, jest wręcz bardzo dobra... polecam :)
I jeszcze zapomniałem napisać, do czego nas doprowadził nasz (mój i k0rka) nałóg - zamknęli nas... na uczelni... bo za długo na necie siedzieliśmy... no ale daliśmy radę, bo kto by dał jak nie my... i znaleźliśmy wyjście ewakuacyjne... które okazało się całkiem wygodnym skrótem... potrzeba matką wynalazków... :)
Kolejny dzień się zaczyna... i to jak :P - od zaspania na zajęcia... nie wiem co się dzieje, ale tutaj w Yliviesce strasznie dużo mógłbym spać... ciemno jest o wogóle dziwna sprawa: wstajemy - jest ciemno, idziemy na uczelnię - zaczyna świtać, wracamy z uczelni - już jest ciemno, a jak kładziemy się spać to już wogóle bez komentarza.
No więc jak już pisałem, zaspaliśmy co zaowocowało spóźnieniem się na zajęcia :)
no ale... Stefan się bardziej spóźnił więc jest ok:D
Uczelnia to standardowe nudy... poza jednym... K0r3k dorwał internet i nie mógł się oderwać... zresztą ja też:D - ogólnie bilans pozytywnie... dzięki temu internetowi całemu:)
W sumie internet by nas zabił... umarlibyśmy z głodu bo się zasiedzieliśmy ;)
Później szybka kolacyjka i nowa sprawa... dzięki uprzejmości Borata (dzięki mh :* ) uzyskaliśmy klucz do magicznej rozrywki jaką jest half life :) - zero reakcji na to co się dzieje wokół... o siekanka, półtorej godziny albo nawet dłużej... sam nie wiem, straciłem rachubę :)
A dziewczyny oglądnęły film... też interesujące... :)
W rezultacie korzystania z wszystkich rozrywek jakie mamy dostępne na akademiku, poszliśmy spać ok. 0200 (ja o 0236, ale ja jestem "inny"). A rano trzeba wstać...
Więc oczywiście zapomniałem napisać o wszystkim...
przed wszystkim o zakupach jakich dokonaliśmy z k0rkiem... Jedna wskazówka - jeśli jedziecie za granicę, to polecam zaznajomić się z tym co oferują sklepy (i dowiedzieć się jak jest w ichszym języku np. serek ziarnisty)... No więc chcieliśmy zaszaleć i kupić serek... ze sklepu wyszliśmy z kefirem (chyba bo do końca nie jesteśmy pewni) a wszystko dlatego, że ktoś za opakowaniu narysował listki, które się nam głupio kojarzyły z serkiem :P
Kolejne spostrzeżenie: kanapka z kefirem wcale nie jest zła, jest wręcz bardzo dobra... polecam :)
I jeszcze zapomniałem napisać, do czego nas doprowadził nasz (mój i k0rka) nałóg - zamknęli nas... na uczelni... bo za długo na necie siedzieliśmy... no ale daliśmy radę, bo kto by dał jak nie my... i znaleźliśmy wyjście ewakuacyjne... które okazało się całkiem wygodnym skrótem... potrzeba matką wynalazków... :)
//written by bisek
Dzień drugi...
09 stycznia 2007...
no cóż - pierwszy dzień zajęć... no i pierwsze interesujące "doznania". Pierwsza sprawa tzw. "PhD Stefan Nudziarz" :) o Stefanie można by wiele napisać... a sam Stefan jest w stanie powiedzieć o sobie jeszcze więcej... oczywiście w nieskazitelnym angielsko-stefańskim... :)
Drugie ciekawe odkrycie dotyczyło tego, że będziemy się z k0rkiem uczyć o czymś co nas nie interesuje.. ale to jest swego rodzaju standard :P
Drugi dzień to również dzień pierwszych oznak nałogu... jakim jest dostęp do internetu... no ale... na COP mamy już dostęp via powietrze... a na akademikach też będzie kiedyś :)
Wogóle to uczymy się na Centria Ostrobothnia Polytechnic, Ylivieska Unit... Nazwa ciekawa, Uczelnia ciekawa... 700 studentów, bezprzewodowy internet, stołówka z dobrym, tanim jedzonkiem... studiować nie umierać... a zajęć jest tyle, że wogóle mało kogo widać na korytarzach - wszyscy w domu :)
Więc pierwszy dzień na COP trwał do godziny 1400. Później poszliśmy na zakupy - również ciekawa sprawa... i ciężka... Nakupiliśmy różnych środków do czyszczenia w celu zwalczenia trzech literek z poprzedniego posta... Środki czystości wybierałem z k0rkiem... kierowaliśmy się jedna zasadą - więcej chloru - więcej frajdy... a mniej zarazek...
Po długim powrocie (zahaczając o uczelnię aby sprawdzić pocztę i "zwiedzając" prześliczną wioskę) dotarliśmy na nasz akademik... i się zaczęło sprzątanie... trwało długo, bardzo długo, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się sprzątać dłużej... W sumie łazienkę i kuchnię miałem sprzątać ja z k0rkiem, ale... no właśnie... dzięki wielkie dla Katasi i Elki, bo jakby nie one, to byśmy sprzątali do dzisiaj... wogóle to ekipa jest zawodowa (w moim mniemaniu) - żadnych sprzeczek, wszystko partnersko, pełna wymiana informacji, i wogóle jakoś tak miło i przytulnie...
a wracając do sprzątania... w końcu usiedliśmy przy stole w kuchni i okazało się, że całkiem przytulnie jest na tym mieszkaniu:D
Pełen trudu dzień zakończyliśmy uroczą kolacją przy świecach (aby bronić się przed "syndromem skandynawskim"), po której udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w oczekiwaniu na kolejny dzień...
no cóż - pierwszy dzień zajęć... no i pierwsze interesujące "doznania". Pierwsza sprawa tzw. "PhD Stefan Nudziarz" :) o Stefanie można by wiele napisać... a sam Stefan jest w stanie powiedzieć o sobie jeszcze więcej... oczywiście w nieskazitelnym angielsko-stefańskim... :)
Drugie ciekawe odkrycie dotyczyło tego, że będziemy się z k0rkiem uczyć o czymś co nas nie interesuje.. ale to jest swego rodzaju standard :P
Drugi dzień to również dzień pierwszych oznak nałogu... jakim jest dostęp do internetu... no ale... na COP mamy już dostęp via powietrze... a na akademikach też będzie kiedyś :)
Wogóle to uczymy się na Centria Ostrobothnia Polytechnic, Ylivieska Unit... Nazwa ciekawa, Uczelnia ciekawa... 700 studentów, bezprzewodowy internet, stołówka z dobrym, tanim jedzonkiem... studiować nie umierać... a zajęć jest tyle, że wogóle mało kogo widać na korytarzach - wszyscy w domu :)
Więc pierwszy dzień na COP trwał do godziny 1400. Później poszliśmy na zakupy - również ciekawa sprawa... i ciężka... Nakupiliśmy różnych środków do czyszczenia w celu zwalczenia trzech literek z poprzedniego posta... Środki czystości wybierałem z k0rkiem... kierowaliśmy się jedna zasadą - więcej chloru - więcej frajdy... a mniej zarazek...
Po długim powrocie (zahaczając o uczelnię aby sprawdzić pocztę i "zwiedzając" prześliczną wioskę) dotarliśmy na nasz akademik... i się zaczęło sprzątanie... trwało długo, bardzo długo, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się sprzątać dłużej... W sumie łazienkę i kuchnię miałem sprzątać ja z k0rkiem, ale... no właśnie... dzięki wielkie dla Katasi i Elki, bo jakby nie one, to byśmy sprzątali do dzisiaj... wogóle to ekipa jest zawodowa (w moim mniemaniu) - żadnych sprzeczek, wszystko partnersko, pełna wymiana informacji, i wogóle jakoś tak miło i przytulnie...
a wracając do sprzątania... w końcu usiedliśmy przy stole w kuchni i okazało się, że całkiem przytulnie jest na tym mieszkaniu:D
Pełen trudu dzień zakończyliśmy uroczą kolacją przy świecach (aby bronić się przed "syndromem skandynawskim"), po której udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w oczekiwaniu na kolejny dzień...
Zaczęło się...
Witam,
dnia 8 stycznia pamiętnego roku 2007 zaczęła się nasza (moja, korka, Katasi i Elki) przygoda z Finlandią... i nie chodzi tutaj wcale o napoje alkoholowe...
Podróż się rozpoczęła ok. godziny 0500 na ulicy Warszawskiej w Rzeszowie... właśnie tam zapakowaliśmy się do samochodu, który dowiózł nas szczęśliwie na lotnisko Okęcie w Warszawie (Terminal pierwszy, Brama pierwsza ;) )
O godzinie 1120 mieliśmy lot do Helsinek... liniami jakże komfortowymi Blue1... takim to sposobem po godzinie 1600 czasu fińskiego znaleźliśmy się na lotnisku w Helsinkach, skąd autobus o magicznym numerze 61 zabrał nas na dworzec kolejowy Tikkurilla (albo jakoś tak).
O godzinie 1852 na peronie drugim wspomnianego wyżej dworca pojawił się pociąg numer 59 o nazwie Pendolino, którym to w iście komfortowych (i jakże nie polskich) warunkach udaliśmy się do uroczej wioski w środkowej Finlandii - Ylivieski.
Godzina 2319 - wysiadka z pociągu i transport na akademiki...
Akademiki... i nasz pokój... zaiste ciekawe doświadczenie... trzy literki najlepiej oddają stan naszego "apartamentu" - syf :P
No ale... w końcu to miała być przygoda... :)
cdn...
dnia 8 stycznia pamiętnego roku 2007 zaczęła się nasza (moja, korka, Katasi i Elki) przygoda z Finlandią... i nie chodzi tutaj wcale o napoje alkoholowe...
Podróż się rozpoczęła ok. godziny 0500 na ulicy Warszawskiej w Rzeszowie... właśnie tam zapakowaliśmy się do samochodu, który dowiózł nas szczęśliwie na lotnisko Okęcie w Warszawie (Terminal pierwszy, Brama pierwsza ;) )
O godzinie 1120 mieliśmy lot do Helsinek... liniami jakże komfortowymi Blue1... takim to sposobem po godzinie 1600 czasu fińskiego znaleźliśmy się na lotnisku w Helsinkach, skąd autobus o magicznym numerze 61 zabrał nas na dworzec kolejowy Tikkurilla (albo jakoś tak).
O godzinie 1852 na peronie drugim wspomnianego wyżej dworca pojawił się pociąg numer 59 o nazwie Pendolino, którym to w iście komfortowych (i jakże nie polskich) warunkach udaliśmy się do uroczej wioski w środkowej Finlandii - Ylivieski.
Godzina 2319 - wysiadka z pociągu i transport na akademiki...
Akademiki... i nasz pokój... zaiste ciekawe doświadczenie... trzy literki najlepiej oddają stan naszego "apartamentu" - syf :P
No ale... w końcu to miała być przygoda... :)
cdn...
//written by bisek
No to ja już mogę tylko zdjęcia dodać, skoro Bisek o wszystkim napisał //k0r3k
Subscribe to:
Posts (Atom)

